Jakiś czas temu dodałam do swojej ideologii karmę. Postanowiłam ją przygarnąć tylko w jednym celu: "wyplewić zło" - jak to sąsiadka mojej babci za każdym razem mówi, gdy z nią rozmawiam. Gdy myślę o kimś coś złośliwego, od razu odzywa się we mnie głosik "Nie mów tak! Karma! Bo przydarzy się to tobie!". I nie dosyć, że (w myślach!) przepraszam, że coś takiego mogłam pomyśleć to jeszcze następnym razem bardziej się pilnuję.
Plotki, obgadywanie i innego typu przyjemności się we mnie głęboko zakorzeniły i wszelkimi sposobami z nimi walczę. Ten jest najskuteczniejszy.
Krótko, bo nauki mam że ho ho!
heh, ale czy pobudki są do końca szczere? bo ostatecznie, chodzi o własną korzyść ;)) (albo brak krzywdy). Zasada powracającej flai. Karma zawsze lepszym sposobem niż nic, ale najbardziej działa takie "dobro na każdym korku", kiedy wypływa z wnętrza, bez myślenia o sobie ;)
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, masz rację. Zbyt dużo myślę o własnej korzyści.
OdpowiedzUsuńJednak staram się też być dobra dla innych i pomagać im. Niestety ta pierwsza rzecz chyba przekreśla prawdziwą ideę karmy. Cóż.. Stworzyłam nową odmianę :D